Bellagio Las Vegas – recenzja

0

Bellagio – nazwę tego hotelu kojarzą chyba wszyscy. Bohater niezliczonej ilości filmów, posiadacz najsłynniejszej fontanny w Las Vegas, swego czasu najdroższy hotel na świecie (jego budowa pochłonęła ponad 1 600 000 000$!), obiekt westchnień każdego fana hoteli. Bellagio pozycjonowany jest na przybytek ultra luksusowy i trudno się temu dziwić, skoro znajduje się on w samym sercu Las Vegas, a jego sąsiadami są Caesars Palace i Mandarin Oriental. W maju miałem okazję być gościem w tym hotelu i na podstawie tego pobytu powstała poniższa recenzja.

5 diamentów AAA, 3950 pokoi, ponad 8000 osób załogi, 14 restauracji (w tym dwie z gwiazdką Michelin), 32 000m2 jeziora z najbardziej rozpoznawalnym spektaklem w Vegas – czy trzeba dodawać coś więcej? W normalnym przypadku Bellagio występowałby pewnie w roli faworyta do tytułu najlepszego hotelu w okolicy, ale z racji licznej konkurencji w postaci Caesars Palace, Wynn, Venetian, Mandarin Oriental itp., nie będzie to takie proste.

Sprawdź ceny za nocleg w Bellagio!

Podobnie jak w przypadku recenzji Caesars Palace, nie bardzo wiem, od czego zacząć. Standardowe podejście, czyli lokalizacja, recepcja, pokój, obsługa, gastronomia i inne nie bardzo ma tutaj sens. Komuś, kto nigdy nie był w Vegas i nie doświadczył ogromu tamtejszych hoteli bardzo ciężko wytłumaczyć, z czym mamy tutaj do czynienia. Podczas gdy duży hotel w Europie zaczyna się zazwyczaj od 150-200 pokoi, a najwięksi dochodzą do 500 łóżek, w Vegas małe hotele oferują spokojnie 2500 pokoi dla gości a najwięksi mają ich ponad 7000 (!); lista TOP50 największych hoteli na świecie jest także przytłaczająco zdominowana przez Las Vegas. Dodając do tego fakt, że w Mieście Grzechu nikt nie śpi na 30 czy 40 metrach, a każdy z gości (także tych mieszkających w innych hotelach) musi coś jeść, mieć gdzie odpocząć, musi być zabawianym przez spektakle i okresowe atrakcje oraz musi mieć 1000 miejsc, w których zostawi swoje ciężko zarobione $, możecie wyobrazić sobie skalę całego przedsięwzięcia. Z powyższych względów Bellagio nie powinien być rozpatrywany, jako hotel czy kasyno, a bardziej jako kompleks hotelowo-rozrywkowo-handlowo-usługowy i tak będę go traktować.

O lokalizacji nie będę wiele pisał: serce serca Las Vegas, sąsiedztwo innych najlepszych hoteli, najbardziej rozpoznawalna fontanna i miejsce w Vegas. 10/10.

Do hotelu możemy wejść na kilka różnych sposobów: wejściem głównym (czyli po skorzystaniu z wallet parking), przejściem od Caesars Palace (przez centrum handlowe Bellagio) oraz od kilkoma innymi, mniej znaczącymi wejściami bocznymi. Ze względu na rozmiary hotelu, każda inna opcja niż główne wrota Bellagio wymusi na nas kilkuminutowy spacer do biurka recepcji. Check-in przebiega na 2 sposoby – zrobimy to online i zaoszczędzimy sobie czasu stojąc w mniejszej kolejce lub klasycznie odczekamy swoje w „normalnej” kolejce. Szybkie zameldowanie to raczej duża dawka szczęścia, bo ilość gości, jaka przetacza się przez Bellagio jest ogromna.



Przyjęcie przebiegło bez zakłóceń, wszystko było już przygotowane (meldowałem się online) i całość zabrała kilka chwil. Razem z kartami dostajemy także mapę obiektu z zaznaczoną drogą do naszego skrzydła (uwierzcie mi – przydaje się) i krótkim hotelowym what-to-do. Warto wspomnieć, że jako depozyt zostanie nam zablokowane dodatkowo 100$ plus 50$ na każdy dzień pobytu (ale maksymalnie bodajże 250$). Dzięki temu możemy płacić naszą kartą pokojową, a nie gotówką np. za drinki na basenie; według Bellagio, każdy gość hotelu średnio wydaje w ten sposób około 50$ na dobę, co sprawdziłem empirycznie – całkowicie pokrywa się z rzeczywistością.

Zgodnie z mapą przechodzę przez kasyno i wchodzę w pion 8 wind w mojej części hotelu. Obsługa w charakterystycznej liberii dyskretnie sprawdza czy aby na pewno każdy z chętnych wjazdu na górę posiada kartę hotelową. Razem ze mną na windę czeka starsze małżeństwo, kowboj koło 50 oraz żywa Barbie, która pyta mnie o drogę – tak, na pewno jestem w Vegas…

Selfie w windzie nie było, bo na jej ścianach nie ma luster. Jest za to, jak to w Stanach, masa wypolerowanego złota. Winda dość szybko dowiozła mnie na właściwe piętro i tu przyszło pierwsze małe rozczarowanie – korytarz był po prostu przeciętny, a w porównaniu do Caesars wypadał wręcz słabo. W Caesars postawiono na efekt WOW już od wyjścia z windy, ustawiając w pionie wind ładne meble, malowidła i dodatki. Wszystko to ma cieszyć gości i upewniać ich w drodze do pokoju, że dobrze wydali te sto parędziesiąt/kilkaset dolarów za noc. Analogicznie wracając z pokoju do kasyna, z każdym krokiem daje się nam znać, że wracamy do przybytku słynącego z zabawy i stylu (i że wręcz należy tam wydać dużo $).

Tych rzeczy w Bellagio zabrakło. Owszem, było czysto i kolorystycznie zgodnie z danym skrzydłem hotelu, ale równocześnie po prostu zwyczajnie. Dodatkowo na korytarzu dość mocno czuć było chemię i charakterystyczny zapach kasyn w Vegas – mix dymu papierosowego, pleśni i odświeżaczy powietrza.

Zobacz także:  Promocja Accorhotels - punkty x2 i śniadanie gratis

Po dość długim marszu (zawsze trafiam na pokój na końcu korytarza) dotarłem wreszcie do mojego pokoju. Okna z widokiem na fontannę wymagają dodatkowej dopłaty, z której zrezygnowałem – z doświadczenia wiem, że pokoje w Vegas choć bardzo ładne, służą głównie do spania; mój pokój posiadał okna wychodzące na kompleks basenowy.

W tym roku, wyjątkowo, udało mi się skorzystać z kompleksu basenowego. W Bellagio postawiono nie szczędzić środków. Cały kompleks utrzymany jest we włosko-antycznym stylu, z klimatycznymi alejkami, roślinami itp. Dzięki roślinom i bardzo dobremu rozplanowaniu przejść, miejsc premium i leżaków uniknięto jednak wrażenia kiczu. Do dyspozycji gości oddano 2 duże baseny o różnych rozmiarach, kilka mniejszych zbiorników z fontannami, kilka brodzików, jacuzzi oraz prywatnych stref odpoczynku. Największe baseny są naprawdę bardzo duże i zapewniają miejsce do pływania czy odpoczynku dla każdego, nawet przy pełnym obłożeniu. Pomniejsze baseny także zapewniają stosunkowo dużo miejsca, ale służą one raczej do czystego relaksu niż pływania.

Woda w każdym z basenów jest podgrzewana. Być może brzmi to nieco jak absurd, bo w końcu to Las Vegas i Nevada – miejsce gdzie można ugotować jajka na masce samochodu, ale kiedy na pustyni zajdzie słońce, w krótkim czasie robi się bardzo zimno. Zwłaszcza, kiedy nie ma jeszcze lata w pełni.

Walka o leżaki raczej nie ma tu miejsca, no może poza „najlepszymi” miejscówkami. Miejsca leżące są bezpłatne, ale na amatorów spokojniejszego odpoczynku w nieco bardziej kameralnej atmosferze przygotowano prywatne miejscówki z mini basenami lub po prostu domki za parawanem z roślin. Baseny premium promowane są w folderach zdjęciami super laseczek (w stylu USA, czyli raczej kierunek Barbie) w szampańskiej zabawie z równie atrakcyjnymi kolegami; wstęp „jedyne” 20 kilka dolarów. Byłem i sprawdziłem – delikatnie mówiąc szału nie ma ☺

Po odrobinie sportu dobrze byłoby coś zjeść. Jeśli chodzi o gastronomię, to w Bellagio każdy znajdzie coś dla siebie. W hotelu znalazło się miejsce na dwa bufety, kuchnie: włoską, francuską, kantońską, japońską, amerykańską, śródziemnomorską, molekularną, cukiernie i kawiarnie. Może nie ma tutaj restauracji Joël Robuchon, ale jeśli szukamy czegoś bardziej wyszukanego, to na pewno się nie zawiedziemy – Picasso udekorowano 2 gwiazdkami Michelin oraz kilkoma innymi prestiżowymi wyróżnieniami, Le Cirque (autorskie miejsce Bellagio) nie pozostaje daleko w tyle. Wystrój niektórych miejsc zasługuje na uznanie, ceny są akceptowalne (jak na Las Vegas).

Jeśli chodzi o rozrywkę to na pewno godnym polecenia jest show „O” by Cirque du Soleil. Zlokalizowany w pięknej sali, jest to kolejne (po „Le Rêve – The Dream”) wodno-gimnastyczne przedstawienie. Wiele więcej szczegółów nie zdradzę, bo nie warto spoilerować – jeśli możesz sobie na to pozwolić, kup bilet. Bellagio słynie także z konserwatorium z ogrodem botanicznym. Ogród to duże słowo, jest to po prostu hala obok recepcji z czasową wystawą tematyczną – obejrzeć warto. Dla miłośników malarstwa i fotografii pozostaje galeria sztuki, która także opiera się na tymczasowych wystawach tematycznych.

Kluby nocne w Bellagio stawiają raczej na kameralną atmosferę i luksus niż masową rozrywkę. Nawet The Bank, który mieści do 1000 osób nie sprawia wrażenia typowej dyskoteki. Inne miejsca są także bardzo dobrze zorganizowane, ale bardzo często wymagają rezerwacji – w końcu chyba każdy chciałby wypić dobrego drinka, siedząc we wspaniałym miejscu z widokiem na wieczorny spektakl fontann Bellagio.



Kasyno w Bellagio w porównaniu do innych czołowych domów gry odznacza się dużą liczbą nowoczesnych maszyn i ładnymi stołami. Oczywiście znajdziemy także klasyczne maszyny i stoły, ale to ich nowoczesne wersje robią wrażenie. Kształt kasyna jest nieco przyjemniejszy dla grających niż w Caesars czy Venetian, bo ciężko o ciemne, zamknięte kąty; zawsze mamy blisko do głównego przejścia. Moje umiejętności w grach (pseudo)losowych bazują raczej na szczęściu, więc kolejny raz ostatnim centem trafiłem jackpota, co zamiast upragnionego miliona dolarów przyniosło mi ich zaledwie dwadzieścia kilka ☺ Niemniej tradycji stało się zadość i mogłem wrócić do pokoju.

Sam pokój składał się ze standardowych 3 pomieszczeń: korytarz, łazienka i pokój właściwy. Metraż typowy dla Las Vegas – minimum 50m2. Łazienka miała sporą powierzchnię i nie została podzielona na typowe 3 strefy – umywalkę, ubikację i prysznic/wannę, ale zdecydowano się wszystko zabudować razem. Prawą część łazienki zajęła wyprofilowana wanna z kamiennym postumentem, środek należał standardowo do umywalki, a po prawej umieszczono dużą kabinę prysznicową i ubikację. Jakość wyposażenia to bez dwóch zdań wysoka półka – wszędzie naturalny kamień, drewno i stal nierdzewna. Czystość wzorowa, ale bez typowego dla Stanów uciążliwego zapachu chemii. Za kosmetyki z serii Lanovera odpowiadała Australijska firma Concept Amenities. Plus należy się za ich 100% naturalność.

Zobacz także:  Kierunek - San Francisco, USA

Jeśli muszę się do czegoś przyczepić to do wanny. Wyprofilowana wanna wygląda dobrze i wydaje się dobrym pomysłem, ale prawda jest taka, że ktoś większych rozmiarów może zapomnieć o wygodnej kąpieli, nie mówiąc już o kąpieli we dwoje. Brakuje także opcji jacuzzi, co jest niemal standardem u konkurencji.

Pokój utrzymano w dość odważnej, biało-zielono-fioletowej kolorystyce. Całą konwencję wyciszenia i elegancji łamią kolorowe kwiaty na ścianie. Czy jest to element pasujący do konwencji i klasy hotelu – ciężko mi ocenić. Wyposażenie pomimo swoich lat nie nosiło śladów zużycia i od wstępu widać było wysoką jakość. Średnio przypadły mi do gustu lakierowane meble à la drewno z Mercedesa; jednak musimy pamiętać, że jesteśmy w USA i obowiązuje tutaj nieco inny kanon piękna.

Po prawej stronie umieszczono duże, wysokie łóżko z bardzo wygodnym materacem i pościelą. W jednej z szafek nocnych zabudowano sejf. Zdecydowanie nie jest to najlepsze rozwiązanie, gdyż siłą rzeczy traci się na wysokości skrytki i schowanie np. lustrzanki do sejfu nie jest możliwe. Cały obraz miejsca do spania psują niestety przełączniki świateł – są mocno pożółkłe i pamiętają chyba jeszcze czasy poprzedniego stulecia; po prostu nie pasują.

Naprzeciw łóżka umieszczono meblościankę z minibarem, TV (plus za niespotykaną ilość wyjść obrazu i dźwięku i gniazdo USB z podwyższonym maksymalnym prądem) oraz szafę.

Minibar w Bellagio godny jest Las Vegas. Soki, wody, kolorowe napoje, energetyki, piwa, wina, rumy, whisky, wódki, szampany i kilka przekąsek; wszystko znanych marek i w dobrych wersjach. Gdyby komuś mało było przekąsek, nad lodówką znajdziemy kącik z orzeszkami, chipsami, czekoladkami itp. Aby zaoszczędzić wam przykrości, radzę delikatnie otwierać minibar, gdyż podobnie jak w Caesars Palace obowiązuje zasada dotknięte=kupione. Historie z gatunku „szarpnąłem za drzwiczki i na mój rachunek wpadło 250$” nie należą do rzadkości.

Niestety ktoś mocno poszalał ustalając ceny minibaru. 10$ za butelkę wody, 15$ za kieliszek rumu czy rudej, 35-55$ za małpkę czegoś lepszego to czysta przesada. I nie chodzi mi tu o same ceny (choć uważam je za mocno przesadzone – kilkanaście pięter niżej, w prestiżowym barze, za pysznego drinka zapłacimy wyraźnie mniej…) ale o ich stosunek do ceny pokoju. Gwoli jasności, inne kasyna w Vegas także nie mają taniego minibaru, ale Bellagio przekracza pewien akceptowalny poziom.

Kącik do pracy i odpoczynku we wszystkich kasynach wygląda podobnie: biurko do pracy i sofa. W przypadku Bellagio postawiono na biurko z wygodnym fotelem biurowym oraz 2 dość duże fotele i stolik. Z racji swojego umiejscowienia i panoramicznych okien, niemal przez cały czas do pokoju docierało bardzo dużo naturalnego światła. Okna były całkowicie dźwiękoszczelne i oczywiście nieuchylne. Głośność klimatyzacji była pomijalna, a czystość, podobnie jak w łazience, wzorowa.

Czego zabrakło mi w pokoju to ambientowe oświetlenie (zdecydowano się na klasyczne punktory halogenowe, które przy tak dużej powierzchni zupełnie sobie nie radzą) oraz normalny sejf. Poza tym raczej do niczego nie mogę się do przyczepić – w najlepszych kasynach w Vegas wszystko chodzi jak w zegarku.

Ostatnią rzeczą, o której należałoby wspomnieć to centrum handlowe Bellagio. Najlepsze marki i kolekcje, przyciągające wzrok wystroje butików i nawet duża liczba chętnych na luksusowe produkty. Choć bardzo ładne i jasne, centrum handlowe Bellagio bez dwóch zdań nie może się równać z Forum Shops z Caesars Palace.

Podsumowanie

9.5 MUST-DO!

Ciężko mi ocenić Bellagio jako hotel w Las Vegas. Wspaniała lokalizacja, chyba najbardziej rozpoznawane miejsce miejsce rozrywki i odpoczynku. Do czystości, wyposażenia czy stosunku cena/jakość także nie mogę się przyczepić. Jednocześnie mając w pamięci pobyt w Caesars Palace cały czas czułem pewien niedosyt. Czy Bellagio to obiekt godny polecenia? Bez dwóch zdań. Jeśli chcesz dobrze spędzić swój czas w Vegas, to nie wahaj się ani chwili, tylko rezerwuj.

  • Lokalizacja 10
  • Personel 9.2
  • Pokój 9.3
  • Udogodnienia 9.8
  • Cena/Jakość 9.3
  • Czystość 9.6
Udostępnij!

O autorze

Nazywam się Kuba i od 2013 roku prowadzę dla Was blog "Kuba w Podróży". Od czasu mojej pierwszej większej wyprawy minęło sporo czasu, a popularność bloga przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z zawodu programista, w wolnych chwilach spisuję swoje poradniki, relacje z wypraw i ogólne doświadczenia ze światem. Do zobaczenia na szlaku!

Skomentuj