Renaissance Warsaw Airport Hotel – recenzja hotelu

0

Renesans w Warszawie (a w zasadzie powinienem napisać „w Polsce”) pojawił się niedawno. Renaissance Warsaw Airport jest pierwszym obiektem sieci Renaissance w naszym kraju i trzeba przyznać, że postanowiono zacząć z prawdziwym przytupem. Największe lotnisko w kraju, pięć gwiazdek, 225 pokoi i zdecydowanie wybijający się, modernistyczny design – w końcu i ja postanowiłem sprawdzić co kryje się w czarnej bryle na warszawskim Okęciu.

Jeśli chodzi o lokalizację to chyba nie muszę wiele pisać. Renaissance Warsaw Airport Hotel umiejscowiono na lotnisku Chopina, dokładnie naprzeciw głównego wejścia do terminalu. Charakterystycznej, czarnej bryły budynku jak i oznaczenia hotelu po prostu nie da się nie zauważyć.

Nie zdążyłem jeszcze dobrze zbliżyć się do głównych drzwi obrotowych, a z bocznego wejścia wyszedł mi naprzeciw kamerdyner hotelu i zaprosił do środka. Po krótkim przywitaniu zaproponowano mi odbiór bagażu i wskazano recepcję. Trzeba przyznać, że przez elewację zrobioną z pół-weneckich luster, niemal zupełnie nie widać czego możemy spodziewać się w środku.

Lobby podzielono na 3 strefy: na środku kontynuacja czarnego koloru znanego z zewnątrz prowadzi nas do recepcji i dalej do wnętrza hotelu, zdecydowanie jaśniejsza strefa z barem po lewej oraz mniejsza (choć na pewno nie mała) strefa do pracy/odpoczynku po prawej stronie. Do samego lobby i jeszcze wrócimy.

Recepcja umiejscowiona jest pod kątem do wejścia i stanowi wstęp do dalszej części hotelu. Bardzo podoba mi się kontynuacja ciemnego motywu z zewnątrz budynku, ale tutaj przełamana już przez coraz jaśniejszy brąz na ścianach i ciepłe, wielopunktowe oświetlenie żarówkami Edisona. Check-in przebiegł szybko i bez przeszkód. Zgodnie z preferencjami dostałem pokój na wysokim piętrze, z widokiem na lotnisko.

Po odebraniu kart wspomniany wcześniej kamerdyner zaprasza mnie w głąb hotelu. Parter budynku bowiem zaprojektowano tak, że gość od wejścia musi pokonać pewną ścieżkę i tym samym zobaczyć (prawie) wszystkie highlighty, które hotel ma do zaoferowania. Opuszczając recepcję po prawej stronie mijamy znany ze zdjęć, duży neon z napisem Warszawa i jeszcze większy, również świecący symbol R stojący obok niego. Nie ma wątpliwości – znajdujemy się w Renaissance Warsaw Airport Hotel.

Idąc dalej, z każdym krokiem wystrój przybiera jaśniejsze barwy, pojawia się więcej naturalnego światła, a naszym oczom ukazują się inne designerskie akcenty hotelu: barber shop, klatka schodowa prowadząca do centrum konferencyjnego, jadalnia z restauracją i pion wind. Windy oddzielone są od lobby szklaną ścianą, co wzmaga efekt przestrzeni i większej ilości światła niż przy wejściu.

Mój pokój znajdował się na przedostatnim piętrze hotelu. Po otwarciu drzwi od windy zastajemy podobny schemat jak na parterze. Początkowa duża ilość światła, złoty brąz firan i lustra przechodzą płynnie w ciemniejszy schemat, a ciepłe, naturalne światło zmienia się w mocne i białe, ale ambientowe oświetlenie LED. To, co rzuca się w oczy wkrótce po wyjściu z windy (poza znanymi postaciami filmowymi w formie cieni na lustrach, które kilka razy mnie wystraszyły J) to rzeźby w ukośnie ściętych ścianach pionu wind.

Korytarze wyłożono dość ciemną, szarogranatową wykładziną w geometryczne wzory. Bardzo podobało mi się cofnięcie drzwi o 20-30cm w głąb pokoju, wykafelkowanie tak powstałej przestrzeni czarno-białą mozaiką i mocne doświetlenie całości. Dzięki temu czarny, lustrzany sufit daje jeszcze lepszy efekt i potęguje wrażenie wielkości korytarza.

Pomimo swojego ogólnego minimalizmu, bardzo subtelnego oświetlenia i niewielu elementów dodatkowych (których zazwyczaj jest dość dużo), koncept, jaki przyjęto na korytarz jest spójny z resztą hotelu, a przede wszystkim oryginalny. Lubię, kiedy budynek ma charakterystyczne dla siebie elementy, kiedy widząc zdjęcie w Internecie od razu kojarzę styl wnętrza i jestem w stanie powiedzieć jaki to hotel. Korytarze w Renaissance Warsaw Airport Hotel bez wątpienia są takim elementem.

Po krótkiej chwili docieram wreszcie do pokoju i tutaj następuje nagła zmiana o 180 stopni. Szczerze mówiąc spodziewałem się pokoju w stylu AC Mariott Wrocław lub Sheraton Grand Kraków – nowoczesnego, stylowego, o uporządkowanym charakterze z geometrycznymi akcentami. Na miejscu zastałem coś zupełnie innego: dużo mocnych kolorów, naturalnego światła, modernistycznego podejścia, drewna i betonu, mebli niepasujących do hotelowych schematów itp.

To, co z pewnością pierwsze przykuwa wzrok, to kolorowe, szklane ściany łazienki w miejscu gdzie znajduje się kabina prysznicowa. W żadnym wypadku nie jest to norma w hotelach, ale bardzo dobrze wygląda (zwłaszcza nocą, z zapalonym światłem) i świetnie współgra z dalszą częścią pokoju.

W łazience mocno dominuje czarno-biały motyw prostokąta obecny dosłownie wszędzie; przełamany jedynie przez wspomniane wcześniej kolorowe ściany. Podłoga stanowi kontynuację mozaiki sprzed drzwi i korytarza, na wprost wejścia znajdziemy białą, prostokątną umywalkę z prostokątną baterią umiejscowioną na czarnej, również prostokątnej ladzie (którą bardzo fajnie przedłużono na ścianę). Sama łazienka nie należała do największych, ale jej prostokątny (a jakże) kształt umożliwia użytkowanie przez dwie osoby równocześnie.

Po prawej stronie pomieszczenia zabudowano wspomnianą wcześniej kabinę prysznicową typu step-in z deszczownicą. Wszystkie kosmetyki to produkty firmy TokyoMilk – wysoka jakość i równie wysoka półka jak na hotel. Pod umywalką znajdziemy także odpowiednią ilość ręczników bardzo dobrej jakości.

Całe pomieszczenie bez wątpienia wyróżnia się na tle standardowych, żeby nie powiedzieć nudnych łazienek hotelowych i ma swój charakterystyczny styl. Dodatkowe plusy należą się za wagę, armaturę godną pięciu gwiazdek, porządną suszarkę i wzorową czystość.

Naprzeciw łazienki, niemal niewidocznie, zabudowano dwuskrzydłową szafę. Jej wyposażenie było lepsze niż standardowe, zadbano o normalną, stabilną deskę do prasowania i żelazko. W drugiej części szafy zabudowano sejf.

Sam pokój, ze względu na swoje położenie, był wręcz przesycony światłem; jasne ściany i meble tylko potęgują ten efekt. Pomieszczenie z pewnością jest oryginalne i nie przypomina klasycznego hotelu. Ciężko mi jakoś chronologicznie to opisać, bo mało co zgadza się tu z ogólnie przyjętymi standardami, ale spróbuję 🙂

Zobacz także:  Mercure Strasbourg Palais des Congres - recenzja

Po pierwsze wszystko wisi: szafki, lodówka, biurko, łóżko – wszystko przytwierdzono do ścian lub oparto na lekkich ramach, sprawiając wrażenie unoszenia się w powietrzu.

Po drugie bardzo mocne kontrasty: szorstka, betonowa ściana z łóżkiem vs. jej delikatna, biała wersja naprzeciw. Uporządkowany wzór geometryczny na poduszce i podłodze przedpokoju kontra typowy, mocny kolorystycznie Memphis pattern na podłodze. Równe, uporządkowane ściany przeciwko chaotycznie powieszonym, wręcz kłującym w oczy swoją nierównością meblom (mistrzostwo w tym temacie to specjalnie krzywe szafki nocne). Ledowe punktory podkreślające grafiki vs. lamy w starym stylu. Niedoskonały beton i materiały tekstylne kontra wysoki połysk biurka, sprzętów, i „metalowej” okleiny szafki z zestawem kawa/herbata. Gładki zestaw samych kolorów naprzeciw mocnych geometrycznych motywów czy wyraźnie widocznych słojów drewna. To tylko niektóre przykłady.

Po trzecie kolory: jak wspomniałem wcześniej, dominują, a raczej powinienem napisać „starają się dominować”, odcienie szarości i bieli. Nie dość, że to bardzo rzadko wybierany motyw kolorystyczny w hotelach, to co chwila łamany jest, a to przez niebieski kolor poduszek czy podłogi, a to przez czerwoną ścianę łazienki, a to przez kolorową grafikę pośród czarno-białych.

Bardzo fajnym i nietypowym zabiegiem jest betonowa ława biegnąca wzdłuż całej ściany z łóżkiem. Wygląda dobrze w dzień, ale jeszcze lepiej po zmroku, kiedy ambientowe oświetlenie ściany zaczyna być widoczne. Trochę szkoda, że nie zdecydowano się zabudować na niej jakiegoś materaca itp. tworząc coś na kształt szezlonga z widokiem na lotnisko.

W pokoju postawiono na wysokie łóżko sprężynowe, z pełnowymiarowym materacem. Miękkość materaca była odpowiednia, łóżko było stabilne i nie wydawało niepokojących dźwięków. W tym miejscu muszę pochwalić Renaissance Warsaw Airport Hotel za dwie rzeczy: dużą ilość gniazd USB do ładowania sprzętu (nie tylko przy łóżku) i najlepszy, najprostszy, a na pewno najbardziej czytelny panel do sterowania oświetleniem jaki spotkałem w hotelu. Pod oknem znalazło się miejsce na duży, stylowy, ale wygodny fotel i niewielki stolik z wodą.

Sam widok z okna, jak przystało na hotel lotniskowy był bardzo ciekawy. Lądujące i startujące co chwila samoloty, tłumy ludzi opuszczające lotnisko – można na to patrzeć godzinami. Jednak najlepsze widoki w hotelu posiada Club Lounge (o tym zaraz) i apartamenty, których okna wychodzą na rządową stronę lotniska.

Naprzeciw łóżka zamontowano duży, 50’ telewizor (plus za opcję streamingu np. z YT), biurko, szafki, lodówkę itp. Jest to bardzo dziwna strefa. Dziwna, bo jak wspominałem wcześniej nic nie jest tu tak jak być powinno (przynajmniej jak na standardy hotelowe). Szafki są nierówne i powieszone tak, żeby dokładnie było widać odstępy między nimi. Jakby tego było mało, otwierają się one do dołu. Nad nimi wiszą trzy grafiki z polskim motywem. Pod nimi, w największej szafce znajdziemy lodówkę – minibar. Minibar był dobrze wyposażony, plus należy się za bardzo rzadko spotykane produkty w postaci czekolad premium, suszonych owoców czy prezerwatyw.

Ciężko mi ocenić pokój w Renaissance Warsaw Airport Hotel. Wchodząc do niego na mojej twarzy malowało się zdziwienie z zaskoczeniem – początkowo nic nie zgrywało się z tym co widziałem w 5* hotelach, ani z lobby, które zostawiłem 6 pięter niżej. Jednak im dłużej byłem w hotelu, im dłużej przyglądałem się wystrojowi pokoju, im więcej korzystałem z udogodnień obiektu tym bardziej zaczynałem rozumieć ideę modernistycznej całości. Doskonale wpisuje się to w dwa z trzech filarów sieci Renaissance: Independent (Odważnie niezależny) oraz Intriguing (Intrygująco nieoczywisty). Sumarycznie podoba mi się idea całkowitego odejścia od standardu pokoju hotelowego i obrócenia wszystkiego do góry nogami, ale równocześnie posiadanie cech wspólnych z resztą hotelu.

Jedną z tych cech, czego nie widać na pierwszy rzut oka, jest dyskretne nawiązanie do malarstwa i filmu. Kolory, design mebli, grafiki na ścianach – wszystko pasuje do stylu, który znajdziemy w hotelu już od wejścia. Czy to w barze, czy w lobby, czy też w strefie z nawigatorkami – wszędzie aż roi się od, zostawionych tam niekiedy niby przypadkiem, pięknych albumów traktujących o malarstwie, rzeźbie, przyrodzie czy technologii (podobno w hotelu zmieściła się ich cała ciężarówka).

Miejscem, które mogłoby robić za swoisty antykwariat z albumami jest strefa po prawej stronie od wejścia do lobby. Duża, stylowa przestrzeń, nowoczesne meble, dużo czworokątnych motywów, sufit mający za zadanie wyciszyć wnętrze i ogrom światła wpadający przez szklany front budynku robią razem świetne wrażenie. Głównym elementem pomieszczenia jest masywny stół, który pełni także funkcję regału dla albumów, miejsca pracy oraz ładowania naszego sprzętu. W ciągu tygodnia możemy tu także spotkać 3 dziewczyny – nawigatorki, które wskażą nam właściwe kierunki w Warszawie: co zjeść, gdzie iść i co zobaczyć. Bardzo fajna inicjatywa i nawiązanie do trzeciego filaru: Indigenious (Autentycznie lokalny).

Po drugiej stronie lobby, wzdłuż ściany aż do końca budynku umiejscowiono hotelowy bar. nGin Bar, bo o nim mowa, urządzono z wielką dbałością o szczegóły i designerskie dodatki. Co prawda w niedzielę niewiele się tutaj działo, ale w ciągu tygodnia organizowane są różne eventy, nie tylko mające związek z barem 😉 Modernizm w meblach, bardzo kameralna atmosfera, dobre drinki i świeży popcorn – szczególnie to ostatnie nie jest normą w hotelach. Ceny nie są zbyt wygórowane. Na plus muszę zaliczyć strefę kinową, zabudowaną na samym końcu baru. Szkoda, że w momencie w którym miałem okazję spać w Renaissance Warsaw Airport Euro 2018 było już historią…

Hotel oddaje też do dyspozycji gości strefę fitness/SPA. Wyjątkowo miałem czas zajrzeć do obu z nich  i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. O ile strefa SPA np. w AC Hotel by Marriott Wrocław zachwycała rozmiarami, wykorzystaniem historycznej przeszłości budynku i odejściem od ohydnego standardu wyglądu basenu to w Renaissance Warsaw Airport znów zrobiono wszystko po swojemu. Hotel posiada oczywiście dwie sauny – suchą i mokrą, strefę SPA oraz dość dużą i dobrze wyposażoną siłownię, która nawiązuje designem do pokoju, ale nie to jest gwoździem programu; jest nim basen. Nie największy, ale zaprojektowany na efekt Wow! Mocny modernizm w designie, genialny sufit, gra światła i odcieni szarości oraz meble, które wzorem tych z pokoju, przełamywały koloryt pomieszczenia. Całość prezentuje się świetnie i zasługuje na uznanie. Jedyne do czego muszę się przyczepić to brak płynu w maszynie do dezynfekcji stóp.

Po basenie udałem się na ostatnie piętro, do hotelowe Club Lounge. Obsługa akurat zmieniała „wystrój” na kolację, więc niestety nie zdążyłem spróbować wszystkiego. Niestety, bo wszystkie przekąski, które zabierano właśnie z blatu były pyszne. Chwilę później ich ilość mocno zredukowano, a na ich miejsce pojawiły się dania kolacyjne, nowa zimna płyta oraz napoje z wyższą ilością %. Na wybór dań i różnorodność alkoholu raczej nikt nie powinien narzekać. Świeżo przyniesione przysmaki były równie dobre co te podawane przed 17:30. Podoba mi się brak oszczędności na ilości i różnorodności, składnikach, i rzeczach takich jak herbata (do dyspozycji gości oddano cały zestaw firmy J. T. Ronnefeldt) czy kawa.

Zobacz także:  Novotel Poznań Centrum - recenzja hotelu

Club Lounge czynny jest od 6 rano do północy, a alkohol pojawia się na stole razem z kolacją i zostaje tam aż do późnych godzin. Salonik był sporych rozmiarów i mógł pomieścić dużo osób. Wystrój nawiązywał do lobby, ale był jeszcze bardziej dopieszczony designerskimi dodatkami. To co szczególnie mi się podobało to widok na lotnisko, z którego co chwila startują i lądują samoloty. Na wygodnym fotelu, przy dobrych przekąskach, z drinkiem w ręce można tam siedzieć godzinami. Club Lounge w Renaissance Warsaw Airport to jeden z najładniejszych i najlepiej zaopatrzonych saloników hotelowych w Polsce w jakich miałem okazję gościć. Jeśli zarezerwowałeś pokój wyższej kategorii lub posiadasz status co najmniej Gold w programie Marriott Rewards to to miejsce powinno znaleźć się na twojej liście TO-DO.

Recenzując Renaissance Warsaw Airport muszę wspomnieć jeszcze o trzech rzeczach: o hotelowej restauracji Challenge’32 gdzie wydawane są także śniadania, o obsłudze oraz o centrum kongresowym. Challenge’32 nawiązuje w prostej linii do Zawodów Samolotów Turystycznych z 1932, w których zwyciężyła para Żwirko-Wigura. Restauracja pasuje swoim wystrojem, wyborem win i daniami do 5* hotelu. Na wystrój nie szczędzono środków i to widać.

Od bardzo wczesnych godzin porannych w przedniej części restauracji serwowane są śniadania. Bardzo podoba mi się koncept półotwartej kuchni wokół której znajdują się talerze ze składnikami. Samo śniadanie raczej nie może być zaliczone jako kontynentalne, bo ilość i różnorodność tego, co może wylądować na naszym talerzu jest godna podziwu. Plus należy się także za obsługę, która nawet w trakcie śniadania zachowuje się jak przystało na restaurację tej klasy.

Niestety, z racji odwołanego lotu, wszystkich jego pasażerów zakwaterowano w hotelu, i wszyscy oni postanowili zjeść śniadanie dokładnie w tej samej porze co ja… Z tego powodu nie załapałem się na słynne już jaja po benedyktyńsku, ani kilka innych popisowych rzeczy, o dobrych zdjęciach nawet nie mówię. Ze swojej strony powiem tylko, że śniadanie zasługuje na uznanie i domyślam się, że gdyby nie 200 osób próbujących zjeść pierwszy posiłek dokładnie o tej samej porze, należałoby ono bez wątpienia do przyjemności.

Wychodząc ze śniadania trudno nie zauważyć charakterystycznej klatki schodowej – to wejście do centrum kongresowego hotelu. To piętro jako całość także jest highlightem hotelu. Świetnie urządzone i bardzo dobrze wygłuszone („słychać” to już od pierwszych kroków), z wieloma nowoczesnymi salami. Popisem są złote łazienki znane z Instagrama.

Na sam koniec wypada mi wspomnieć o obsłudze, choć w swoich recenzjach rzadko poruszam ten temat. Renaissance Warsaw Airport Hotel określa się jako hotel 5* i 5* załogi należałoby po nim spodziewać. Kamerdyner hotelowy to w Polsce nadal biały kruk, ale w Renaissance zdecydowano się postawić na niego. Miłe przywitanie, odbiór bagaży, prowadzenie do recepcji, small talk, okazanie pokoju, żarty przy mijaniu się w lobby  – kamerdyner robił wszystko dokładnie tak, jak być powinno. Dziewczyny pracujące na recepcji nie siedziały, zawsze zwracały uwagę na gości, były uśmiechnięte i kompetentne oraz przedstawiały się podczas rozmowy telefonicznej – jeśli muszę się już czepiać, to zabrakło mi jedynie zwracania się do dzwoniącego gościa po nazwisku. Obsługa w Club Lounge, w barze czy restauracji Challenge’32 także pasowała do statusu hotelu. Szczerze mówiąc po tak młodym obiekcie spodziewałem się jakiś wpadek na tym polu, ale przyjemnie się zaskoczyłem.

Podsumowanie

9.5 Polecam!

Renaissance Warsaw Airport Hotel to młody, pięciogwiazdkowy obiekt na mapie Warszawy, który miał za zadanie przejąć hotelową reprezentację na lotnisku Chopina. Piękne, zdecydowanie nietypowe wnętrza, świetna strefa rekreacji, gastronomia i obsługa. Zdecydowanie warto było czekać na pierwszego reprezentanta sieci Renaissance w naszym kraju. Polecam!

  • Lokalizacja 9.8
  • Personel 9.7
  • Pokój 9.1
  • Gastronomia 9.4
  • Cena/Jakość 9.1
  • Czystość 9.6
Udostępnij!

O autorze

Nazywam się Kuba i od 2013 roku prowadzę dla Was blog "Kuba w Podróży". Od czasu mojej pierwszej większej wyprawy minęło sporo czasu, a popularność bloga przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z zawodu programista, w wolnych chwilach spisuję swoje poradniki, relacje z wypraw i ogólne doświadczenia ze światem. Do zobaczenia na szlaku!

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.