Restauracja Stary Dom, Warszawa – recenzja

0

Restauracja Stary Dom, Warszawa

Chyba każdy ma swoje ulubione miejsca na kulinarnej mapie świata: pizzerię, bar sushi czy restaurację z kuchnią morza śródziemnego. Jednak w życiu każdego z nas przychodzi kiedyś taki dzień, w którym musimy zabrać gdzieś na obiad/kolację klienta czy przyjaciela z dalekich krajów. Musi być klimatycznie, na poziomie, smacznie i ogólnie wyjątkowo. I tu pojawia się problem – czy nasza ulubiona knajpka to na pewno takie miejsce? Czy pizza (choćby wybitna) to na pewno coś, czym chcielibyśmy uraczyć Taja, Japończyka czy gościa z USA? W natłoku bylejakości i ataku klonów chat „góralskich” czy „wiejskich” ciężko trafić na polską restaurację, w której możemy w ciemno rezerwować stolik. Czy „Stary Dom” to jedno z miejsc gdzie bez wstydu możemy zabrać przyjaciół, klienta czy rodzinę?

Lokalizacja

Puławska 104, Mokotów – dojazd samochodem z dowolnego miejsca Warszawy jest bardzo prosty. Starego Domu nie sposób nie zauważyć, bo ozdobna fasada wybija się dość mocno na tle nijakich okolicznych budynków. Duże, ozdobne wejście, drewniane okiennice i klimatyczne fotografie przyciągają wzrok. Całość psuje niestety wygląd parkingu znajdującego się tuż przy restauracji oraz wieczny problem z wolnymi miejscami.

Wnętrze

O ile do lokalizacji można się częściowo przyczepić, to do wnętrza na pewno nie. Po otwarciu drzwi szybko zapominamy o świecie zewnętrznym i nie sposób nie odnieść wrażenia, że faktycznie znajdujemy się w starej, polskiej gospodzie. Środek zaskakuje swoją kubaturą. Usunięcie części stropu pozwoliło na zainstalowanie wysokich okien, stworzenie piętra dla gości i oryginalnej więźby dachowej. W Starym Domu wnętrze jest dopracowane do ostatniego detalu; równocześnie nie jest ono przeładowane dekoracjami, czy instalacjami odwracającymi wzrok od tego po co przychodzimy – atmosfery i jedzenia.

Obsługa

Ocena obsługi to dla mnie zawsze ciężkie zadanie. Specyfika pracy obsługi w lokalach gastronomicznych czy hotelach ma zawsze to do siebie, że jeśli nie zwracamy na nią uwagi albo niczym nie podpadła to znaczy, że wykonuje swoje zadanie dobrze. Ciężko o brak rutyny, przebojową osobowość czy coś co (pozytywnie) zapadło by nam w pamięć; dużo łatwiej za to zapamiętać rzeczy nieprzyjemne, wpadki czy niedociągnięcia. W miejscach aspirujących do miana wykwintnych (a taką jest bohaterka recenzji), często to właśnie obsługa jest jednym z kluczowych elementów kolacji.

Stary Dom absolutnie nie ma się czego wstydzić. Obsługa jest bardzo komunikatywna i uprzejma; jednocześnie nie ma tendencji do zbytniego small talku czy przymilania się. Załoga która obsługiwała mój stolik na każde pytanie odnośnie menu potrafiła udzielić wyczerpującej odpowiedzi (co wbrew pozorom nie jest takie oczywiste). Kelnerzy czy kucharz przygotowujący tatara to raczej typ starego subiekta niż lokaja i doskonale wpisują się w to miejsce. Dodatkowo muszę wspomnieć, że podczas kolacji obchodziliśmy urodziny jednego z biesiadników i załoga pomogła zorganizować niespodziankę z tortem.

Entrée

Pierwszy na stół trafia chleb wraz ze smalcem, masłem i ogórkami. Wszystko (jak mnie zapewniono) własnego wyrobu. Jako entrée zamówiłem, tak bardzo polecanego w Internecie, tatara. Danie podawane jest przez “starego kucharza”, który na naszych oczach sieka i przyrządza mięso. Myślę, że taka propozycja podania robi wrażenie na zdecydowanej większości osób. Same “show” to jednak za mało aby mnie zadowolić; na szczęście tatar w Starym Domu broni się sam. Było to pierwsze danie jakie trafiło na nasze talerze i ustawiło poprzeczkę baaardzo wysoko. Szczerze mówiąc nie cieszyłem się nim zbyt wiele, bo moja porcja została błyskawicznie rozkradziona przez resztę biesiadników. Tatar serwowany w tym miejscu polecam z całego serca – jest wybitny. Bogiem a prawdą po przystawce byłem już prawie syty, a danie główne i deser miały dopiero nadejść…

Danie główne

Mógłbym napisać to samo na co (jeśli już) narzekają ludzie w internecie: że skandalem są dodatkowo płatne rzeczy typu ziemniaki czy surówki, że porcje nie są jakoś wybitnie duże, że ceny są wygórowane (wolne żarty), że specjalna osoba do robienia tatara to tanie show, że… Mógłbym, ale nie lubię kłamać.

Jako dania główne na stół trafiły kolejno: gołąbki, cepeliny śląskie, pierogi z cielęciną oraz gicz jagnięca. O czym tu dużo pisać – każde kolejne danie było lepsze od poprzedniego; zdjęcia mówią same za siebie. Porcje były idealnej wielkości, bez zbędnego przybrania czy dodatków. Biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie jakość mięsa oraz warzyw, ceny dań głównych (25-45PLN) są bardzo przystępne, żeby nie napisać niskie.

Deser

Deser w Starym Domu zależy tak naprawdę od aktualnego menu Cukierni Stary Dom. Z racji urodzin jednego z biesiadników zamówiłem tort truskawkowo-czekoladowy; na wynos czekały bezy z truskawkami. Nawet najmniejszy tort dla 4 osób (myślę, że dla 6 również) to zdecydowanie zbyt dużo. Torty to nie moja para kaloszy, ale bazując na opinii współtowarzyszy mogę napisać, że nasz egzemplarz był bardzo dobry. Bezy stały na równie wysokim poziomie co reszta dań.

Napoje

Jeśli chodzi o trunki wysokoprocentowe to restauracja bazuje na polskich wódkach i standardach w przypadku whiskey, koniaku czy brandy. Lista dostępnych pozycji zadowoli każdego (menu alkoholi ma 13 stron…).

Wybór win to dzieło Andrzeja Strzelczyka (Dwukrotnego Mistrza Polski Sommelierów) i także nie powinien nikogo rozczarować.

Podsumowanie

92% Polecam!

Stary Dom, mimo wielu dobrych opinii jakie słyszałem, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Wyśmienita polska kuchnia, znakomita obsługa, przystępne ceny i szczegóły dopięte na ostatni guzik. Odpowiadając na pytanie zadane we wstępie: tak, Restauracja Stary Dom to miejsce, gdzie bez wahania zarezerwowałbym stolik na każdą okazję, zarówno biznesową jak i rodzinną. Koniecznie spróbujcie tatara!

  • Lokalizacja 82 %
  • Wnętrze 95 %
  • Obsługa 88 %
  • Kuchnia 94 %
  • Napoje 93 %
  • Cena/Jakość 99 %
Udostępnij!

O autorze

Nazywam się Kuba i od 2013 roku prowadzę dla Was blog "Kuba w Podróży". Od czasu mojej pierwszej większej wyprawy minęło sporo czasu, a popularność bloga przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z zawodu programista, w wolnych chwilach spisuję swoje poradniki, relacje z wypraw i ogólne doświadczenia ze światem. Do zobaczenia na szlaku!