Stopover, jednodniówka lub weekend na Islandii – Hit czy Kit?

4

Jednodniówka na Islandii brzmi jak absurd. Moje 16 godzin, z lądowaniem o 13:30 to już w ogóle totalny bezsens. Tak przynajmniej mówią Ci, którzy nigdy nie spróbowali zwiedzić choć kawałka tej lodowej krainy w jeden dzień. W poniższym wpisie postaram się pokazać, ze stopover w Reykjaviku może być bardzo udany, a już na pewno pozwoli nam przekonać się czy Islandia to coś dla nas, czy może lepiej na następny urlop wybrać się w inne rejony naszej planety.

W Reykjaviku wylądowałem po 13. Zanim opuściłem samolot, zanim autobus zawiózł mnie pod terminal, zanim udało mi się odstać swoje w kolejce do okienka wypożyczalni było już dobrze po 14. Kluczyki do ręki, bagaże w dłoń i śmigam na parking. Trochę czasu upłynęło zanim znalazłem moje auto, bo na placu stoją niemal wyłącznie trzy modele aut – Hyundaie i10, Fordy Fiesta i kilka terenówek; prawie wszystkie w kolorze białym – na nim mniej widać uszkodzenia. Do zachodu słońca, czyli do około 22:30 pozostało kilka ładnych godzin, a do przejechania niemal 400km, dlatego bez zbędnej zwłoki wbiłem pierwszy cel w nawigację.



Booking.com

Zanim jeszcze zaczniemy przemieszczać się po drogach Islandii warto zwrócić uwagę na kilka kwestii:

Pogoda i warunki drogowe.

To, że w Reykjaviku świeci słońce, nie oznacza, że na północy czy wschodzie będzie tak samo. Islandia to Islandia i pogoda jest raczej lokalna. Do sprawdzenia warunków panujących na drodze warto używać strony http://www.road.is/. Pamiętajmy także, że maj nie oznacza, że na drogach nie będzie już śniegu albo roztopów. Małym autkiem nie dojedziemy wszędzie, a nawet auto z prawdziwym napędem 4×4 nie gwarantuje sukcesu. Bądźmy na to przygotowani. Ostatnią rzeczą o jakiej musimy pamiętać jest wiatr – czasami bywa on bardzo silny i z łatwością wyrwie nam drzwi z ręki czy „zabierze” sobie nasze rzeczy ze środka auta. To on także jest przyczyną burz piaskowych, które wspaniale piaskują lakier naszego samochodu (podstawowe ubezpieczenie w wypożyczalniach nie obejmuje takiego przypadku).

Ruch i prowadzenie

Islandia nie ma zbyt wielu mieszkańców, dlatego ruch poza większymi miejscowościami stanowią głównie turyści. Nie ma problemów z wyprzedzaniem czy jazdą, ale warto trzymać się limitów prędkości, bo przy „jedynce” dość często chowają się patrole, nawet na totalnych zadupiach. Największym problemem jaki spotkamy będzie wiatr, ewentualnie zwierzęta przechodzące przez drogę. Z powodu kamieni na drodze i w oponach, jadąc w dziksze rejony Islandii niemal obowiązkowo powinniśmy wykupić ubezpieczenie przedniej szyby – pęknięta szyba jest tutaj najczęstszym uszkodzeniem wypożyczanych samochodów.



Ceny paliw

Jak wszystko na Islandii, także benzyna jest tutaj stosunkowo droga. Litr benzyny kosztuje około 180ISK czyli jakieś 6,8PLN. Diesel jest nieco tańszy i kosztuje około 168ISK czyli około 6,4PLN za litr. Aktualne ceny paliw znajdziecie na http://gsmbensin.is/gsmbensin_web.php?language=en Co ciekawe, ceny benzyny są niemal stałe dla danego regionu wyspy, dlatego nie ma sensu szukać „taniej stacji” w Reykjaviku – paradoksalnie najtańszą stację znajdziemy przy lotniskowych wypożyczalniach.

Śpiesz się powoli

To, że Golden Circle to tylko 300km, nie oznacza, że pokonasz go w 3 godziny. Ilość przystanków na zdjęcia, atrakcje i głaskanie zwierząt wydłuży ten czas spokojnie do 5-8 godzin. I nie ma w tym absolutnie nic złego, musisz jednak o tym pamiętać planując swoją trasę.

Zobacz także:  Kierunek - Barcelona, Hiszpania

W tym miejscu muszę zaznaczyć, ze mając do dyspozycji kilka/kilkanaście godzin najrozsądniej będzie zdecydować się na jedna z dwóch tras:

  • Golden Circle – pętla północna, czyli najbardziej znana trasa.
  • Wodospady na południu.

Z powodu zmęczenia po całym tripie po USA i locie powrotnym, nie najlepszej pogody i trwającej burzy piaskowej na północy zdecydowałem się na ten drugi wariant i to od niego zacznę.

Wodospady na południu: Keflavik – Seljalandsfoss – Gljúfrabúi – Skógafoss – Reykjavik – Keflavik

Wyspę okala główna droga Islandii – droga numer 1. Pozwala ona na sprawne i dość szybkie przemieszczanie się, dlatego choć Keflavik od pierwszych słynnych wodospadów dzieli niecałe 200km, dojazd nie zajmuje zbyt wiele czasu.

Pierwszy wodospad na trasie to Seljalandsfoss – znany z niezliczonej ilości zdjęć krążących w sieci. Wysoki, robiący wrażenie ilością przepływającej wody i hałasem, ale stosunkowo przyjazny turystom. Gorąco polecam zabrać ze sobą coś przeciwdeszczowego i dobre buty – adidasy pozwolą nam obejrzeć wodospad jedynie z dołu; głupotą byłaby próba obejścia go lub wdrapania się na górę bez odpowiedniego obuwia.

Odchodząc nieco dalej na zachód od Seljalandsfoss natrafimy na Gljúfrabúi – przez wielu nazywany ukrytym wodospadem. Jeśli nie boimy się nieco ubrudzić i powspinać, to polecam wejście na górę. Co prawda nie jest ono w żaden sposób zabezpieczone i bywa bardzo śliskie, ale widok z góry rekompensuje brudne dłonie. Gljúfrabúi ma jeszcze jedną zaletę – odległość od Seljalandsfoss. Te kilkaset metrów po prostej (może 7 minut spacerem) zniechęca turystów do tego stopnia, że do Gljúfrabúi dociera tylko niewielki procent osób. Możemy więc spokojnie porobić zdjęcia czy po prostu pooglądać wodospad w spokoju.

Żeby dotrzeć do Skógafoss musimy kontynuować naszą podróż drogą numer 1. Trasa przebiega tym razem na poziomie morza i wiedzie niemal przez niezamieszkałe rejony. Nie wiem ile razy zdarzyło mi się tam zatrzymać samochód żeby zrobić zdjęcia lub po prostu popodziwiać widoki (i zwierzęta). Po jakimś czasie docieramy do doliny – wyrwy w klifie w której znajduje się ostatni punkt na naszej trasie: wodospad Skógafoss. Największy (60m wysokości i 25m szerokości), najgłośniejszy i robiący chyba największe wrażenie. Żeby zbliżyć się do niego chociaż kilkaset metrów niezbędna będzie peleryna i wodoodporne buty. Ogromna ilość wody jaka spada z klifu w każdej sekundzie powoduje powstanie olbrzymiej ilości mgiełki wodnej, która na pewno nie oszczędzi naszych ubrań.

Przy odrobinie słońca tęcza w okolicy wodospadu jest widoczna przez cały dzień. Z prawej strony wodospadu wytyczono ścieżkę na klif, która jest równocześnie początkiem trasy do Fimmvörðuháls.

Po drodze do wodospadów miniemy wyżej nie wymienione dziesiątki farm, zabytkowe miejsca kultu, zatokę, przełęcze itp. Śpieszmy się więc powoli, częste przystanki to na Islandii norma.

Golden Circle (Reykjavik – Þingvellir – Haukadalur – Gullfoss – Kerið – Seljalandsfoss – Reykjavik)

Najbardziej popularna trasa, swoista mekka dla turystów przylatujących na Islandię. I zupełnie nie ma się czemu dziwić – przejeżdżając 300km zobaczysz tyle cudów natury, że jakiemukolwiek miejscu na ziemi będzie bardzo ciężko pobić ten wynik. Gejzery, styk płyt tektonicznych, wodospady, lodowce, jezioro w kraterze – wszystko na wyciągnięcie ręki.

Zobacz także:  DoubleTree by Hilton Hotel Wrocław - recenzja



Po opuszczeniu Reykjaviku udajemy się drogą 36, prowadzącą na północny wschód pośród farmy owiec i Islandzkich koni, którym niestraszne zimno. Po jakimś czasie docieramy do Parku Narodowego Þingvellir, który będzie naszym pierwszym miejscem docelowym.

Þingvellir to miejsce słynące z dwóch rzeczy. Po pierwsze stykają/rozchodzą się tutaj dwie wielkie płyty tektoniczne – Północno Amerykańska i Euroazjatycka tworząc wielkie rowy i szczeliny. Po drugie w jednej z takich szczelin zbiera się ultra czysta woda polodowcowa, co powoduje, że Silfra stała się swoistą mekką fanów nurkowania.

Jedziemy dalej. Kolejny przystanek – Haukadalur. Haukadalur słynie z tego, po co tu tak na prawdę przyjechaliśmy – z gejzerów. Ziemia i baseny borowinowe na około śmierdzą siarkowodorem, tu i ówdzie z otworów w ziemi wydobywa się para, a naokoło niej piętrzą się nieduże fumarole i kupki minerałów.

Szczerze mówiąc termin gejzer pochodzi od Geysir, czyli od jednego z najbardziej znanych przedstawicieli tego typu struktur na Ziemi. Oryginalny Geysir został zaślepiony w wyniku trzęsienia ziemi, ale jego kolega Strokkur nadal co 10 minut wyrzuca masy wody na około 30m wzwyż.

Następny przystanek w naszej podróży wzdłuż Golden Circle to słynny wodospad Gullfoss. Gullfoss tworzy rzeka Hvítá, która w pewnym momencie swojego biegu wpada do szczeliny podobnej do tych, które możemy spotkać w parku Þingvellir. Tworzy przy tym olbrzymi, wysoki na około 30m wodospad i całe tony mgiełki wodnej.

Od parkingu w dół wodospadu prowadzą schody, a potem wyznaczona ścieżka. Pozwala nam to dotrzeć do krawędzi wodospadu, i niemal poczuć masy wody spadające w każdej sekundzie w dół Gullfoss. Jedna uwaga – podobnie jak w przypadku Skógafoss, niezbędna będzie peleryna i nieprzemakalne buty; niegłupim pomysłem byłby także nieprzemakalne spodnie. Okolica Gullfoss jest z reguły bardzo wietrznym terenem, więc każda przemoczona część ubrania będzie działać jak kostka lodu. Jeśli jednak odpowiednio się zabezpieczymy, to wodospad dostarczy niezapomnianych wrażeń (i zdjęć).

Wracamy na główną drogę i jedziemy w kierunku naszego ostatniego przystanku – krateru Kerið. Kerið to stary krater, który po zawaleniu się ścian do pustych kanałów lawowych wypełnił się wodą. Pozostałości ścian krateru porasta zielono-czerwona roślinność, co w połączeniu z mocno niebieską wodą jeziora tworzy spory kontrast. Zejście na dół krateru zajmuje ledwie kilka minut i polecam to zrobić, nie tylko dla pięknych zdjęć. Kerið jest często pomijany przez turystów, a naprawdę szkoda; z drugiej strony warto skorzystać z okazji i zobaczyć tę atrakcję w spokoju, w odróżnieniu do innych miejsc na trasie Golden Circle.

Jezioro Kerið

Jezioro Kerið

Wracając do Reykjaviku, ostatnim punktem na naszej trasie powinny być wodospady Seljalandsfoss i Gljúfrabúi, które opisałem powyżej.

Ja mojego Stopoveru na Islandii w żadnym wypadku nie żałuję, a jedyne czego mi brakowało to pięknej pogody, ale bądźmy szczerzy – od tej szerokości geograficznej nie można wymagać cudów. Mam nadzieję, że powyższy wpis udowodnił wam, że weekend czy nawet jednodniówka na Islandii jak najbardziej ma sens, i że w tym czasie można zobaczyć naprawdę wiele. Powodzenia w bukowaniu biletów 🙂

Udostępnij!

O autorze

Nazywam się Kuba i od 2013 roku prowadzę dla Was blog „Kuba w Podróży”. Od czasu mojej pierwszej większej wyprawy minęło sporo czasu, a popularność bloga przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z zawodu programista, w wolnych chwilach spisuję swoje poradniki, relacje z wypraw i ogólne doświadczenia ze światem. Do zobaczenia na szlaku!

4 komentarze

  1. Paulina w dniu

    Dzięki, super. Twoje wiadomości są naprawdę ciekawe i przydatne. Na pewno skorzystam i będę wracać. Pozdrowienia

  2. Dzięki za Twój wpis:) Chciałabym zobaczyć Islandię ale nie mogę sobie pozwolić na dłuższy urlop a widze, że weekend starczy:)

Skomentuj