USA 2017 – plan podróży

0

Moje drugie odwiedziny zachodniego wybrzeża USA są planowane zupełnie inaczej niż poprzednio. Nie będzie tyle punktów do zaliczenia ani tak wielkich odległości do przejechania każdego dnia, będzie za to dużo więcej chilloutu, zabawy i ogólnego luzu. Zamiary są, jednak w moim przypadku bardzo ciężko o wakacje spod znaku leżaka i basenu, znając życie skończy się na całym tygodniu w podróży. Nie przeciągając już zbytnio – mój plan na tegoroczną Kalifornię, Nevadę i Arizonę przedstawia się następująco:

Etap 1: MUC –> TXL –> ARN –> KEF –> LAX

Moja tegoroczna trasa na dolot do USA jest zakręcona jak świński ogonek i mało ma wspólnego z rozsądnym podróżowaniem. Zanim wsiądę do właściwego samolotu, czekają mnie 3 międzylądowania (w tym jedno ciasne), ale co może pójść nie tak…

Zaczynam 5 maja wcześnie rano w Monachium, krótkim lotem do Berlina. W Berlinie mam bardzo ciasną przesiadkę (ale na jednym bilecie) na lot do Sztokholmu. W stolicy Szwecji zabawię niecałe 3 godziny i odlecę ponownie na północ – tym razem do Rejkiawiku. Ze stolicy Islandii zabierze mnie ostatni samolot tego dnia – WOW Air do Los Angeles. Przyznam szczerze, że nieco obawiam się lotu WOW-em na tak długiej trasie – bez obsługi, rozrywki i w stosunkowo niewielkim rozstawie siedzeń, ale za 650PLN w dwie strony na trasie ARN-LAX nie można oczekiwać cudów.

Ford Mustang

Tym razem lotnisko docelowe to Los Angeles – LAX, gdzie podobno czeka na mnie Ford Mustang cabrio, którym przyjdzie mi pokonywać autostrady Kalifornii i Nevady. Lądowanie przewidziano na 20:00 w majówkowy piątek, dlatego obawiam się o to, czy zostanie dla mnie jakikolwiek kabriolet. Po odebraniu auta muszę przetransportować się do serca Hollywood, gdzie mam zabukowany nocleg. Z racji późnej godziny przylotu, jedyne co jeszcze zaplanowałem tego dnia to kupno karty SIM, wody i innych niezbędnych pierdół w okolicznym Targecie.

Zobacz także:  Winiety w Szwajcarii 2016. Gdzie kupić i jak wypełnić winietę? Poradnik.

Etap 2: Las Vegas

Dzień drugi przeznaczam głównie na przejazd z LA do Las Vegas, które będzie moją bazą wypadową na najbliższe kilka dni. Po drodze chcę zaliczyć sprawdzonego fancy dinera, żeby jak najszybciej wpasować się w klimat Kalifornii.

Caesars Palace - lokalizacja

Droga do miasta grzechu potrwa kilka godzin, a zacznę ją w zależności od siły jet laga. W Las Vegas zabawię 4 i pół dnia, a więc w teorii ani dużo ani mało, ale jak zwykle zaplanowałem milion rzeczy do zrobienia. Jeden dzień na pewno przeznaczę na chill na basenie w Bellagio – w końcu też mi się coś od życia należy. Kolejny pochłonie, niezrealizowana w zeszłym roku z racji awarii samochodu, trasa Hoover Dam –> Boulder City –> Route 66 oraz lot helikopterem nad Wielkim Kanionem. W pozostałe dwa dni chcę poświęcić się mojej drugiej pasji – motoryzacji oraz nieco postrzelać. W tym celu zajrzę na tor w Vegas aby zrobić parę kółek którymś z supersamochodów oraz odwiedzę Gun Garage, gdzie czekać na mnie będzie kilka dobrych karabinów i wiadro naboi. W międzyczasie chciałbym zwiedzić National Atomic Testing Museum, Red Rock Canyon oraz kilka fajnych restauracji i kasyn. Liczę na wielką wygraną 🙂

The Ventian Strip Las Vegas

Noclegi w Las Vegas to Bellagio i sprawdzony gospodarz z AirBnb (odbierz 100PLN na swój pierwszy nocleg) – Andrew, u którego spałem podczas poprzedniej wyprawy do USA.

Etap 3: Los Angeles

11 maja planuję na spokojnie wrócić do Los Angeles i zaliczyć jeszcze kilka punktów, na które nie było czasu w zeszłym roku. Na Miasto Aniołów będę miał prawie 2 dni (mój lot do Rejkiawiku zaczyna się dobrze po 20), więc liczę na mały relaks w Santa Monica.

Etap 4: LAX –> KEF

Po powrocie z gorącej Kalifornii przyjdzie mi zmierzyć się z zimną Islandią. Stopover planuję poświęcić na wypożyczenie auta i objazd wodospadów: Seljalandfoss, Gljúfrabúi oraz Skógafoss. Rejkiawik zostawię sobie na kolację, ewentualnie pominę go całkowicie – Islandia i tak jest na mojej liście TO DO.

Zobacz także:  Plany na 2014 rok - Sri Lanka, Tanzania albo...

Islandia

Etap 5: KEF –> ARN –> MUC

Ostatni dzień mojej wyprawy to przelot do Sztokholmu i 6 godzin oczekiwania na samolot do Monachium. Niestety, mogłem albo liczyć na niezawodność WOW air, albo czekać (lub zapłacić około 1000€ za Lufthansę).

Udostępnij!

O autorze

Nazywam się Kuba i od 2013 roku prowadzę dla Was blog "Kuba w Podróży". Od czasu mojej pierwszej większej wyprawy minęło sporo czasu, a popularność bloga przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z zawodu programista, w wolnych chwilach spisuję swoje poradniki, relacje z wypraw i ogólne doświadczenia ze światem. Do zobaczenia na szlaku!

Skomentuj