Low costem przez Atlantyk, czyli lot z WOW air na trasie Reykjavik – Los Angeles

0

Low costy przez ocean od jakiegoś czasu są już faktem; 99$ za loty przez Atlantyk jest jak najbardziej realne. Jednak większość ludzi wyobraża sobie taką podróż jako 9-10 godzinne tortury: ciasne fotele o minimalnym rozstawie, bez jedzenia i picia, bez systemu rozrywki i obsługi, z dużymi opóźnieniami. Przyznam szczerze, że sam obawiałem się mojego lotu WOW airem, głównie ze względu na mój wzrost i rozmiary. Czy rzeczywiście jest tak źle, a może low cost przez ocean to świetny sposób, aby zaoszczędzić (niemałe) pieniądze?

Na lot WOW airem zdecydowałem się z bardzo prostego powodu – ceny. Loty na trasie Sztokholm -> Reykjavik -> Los Angeles i z powrotem kosztowały mnie całe 685,11PLN. Dodatkowo istniała możliwość stopoveru na Islandii, z którego oczywiście skorzystałem. Przy takiej trasie i cenie nie mogłem wybrzydzać – ktoś oferował mi transfer na zachodnie wybrzeże USA niemal za darmo; na te kilka godzin można przecież zacisnąć zęby.

Spakowanie się do plecaka też nie stanowiło problemu, bo celem była Nevada, choć oczywiście szkoda, że od 2017 roku WOW air nie oferuje już bagażu rejestrowanego w cenie. Gdybyśmy jednak planowali większe zakupy za oceanem, bagaż rejestrowany kosztuje około 160-200PLN ekstra; cena końcowa jest nadal bardzo atrakcyjna.

Pierwszy lot (Sztokholm -> Reykjavik) odbywał się standardowym A320. Ilość miejsca porównałbym do Wizz Aira – trochę ciasno w nogach, ale te 2-3 godziny można wysiedzieć. Rozmiarów bagażu nikt specjalnie nie sprawdzał – oczywiście w granicach rozsądku. Plus należy się za monitory z trasą nad głowami.



W Reykjaviku miałem kilka godzin postoju w oczekiwaniu A330, który wkrótce miał mnie zabrać do Los Angeles. W przypadku lotu do USA rozmiar bagażu był sprawdzany „na oko”, ale o wiele surowiej od lotu po Europie. W razie wątpliwości torba od razu trafiała do koszyka sprawdzającego wymiary. Jeśli nie mamy żadnych obaw o wielkość naszych pakunków, to warto udać się do strefy check-in po naklejkę na bagaż. Przy boardingu bowiem formowane są dwie kolejki: dla osób już odprawionych (czyli z naklejką na plecaku) i wszystkich innych. Warto wspomnieć, że w przypadku lotów po Europie odprawa online jest możliwa 30 godzin przed odlotem, w przypadku lotu za ocean – 24.

Zobacz także:  Takie tam, prosto z Bawarii...

Na plus (i równocześnie minus) muszę zaliczyć stronę internetową WOW air. Jest ona prosta i czytelna, więc znalezienie odprawy online czy statusu rezerwacji nie sprawia problemów. WOW air ma jeszcze jedną, wielką przewagę nad tradycyjnymi liniami: kupując bilet przez pośrednika, możemy nadal dowolnie modyfikować naszą rezerwację. Oznacza to mniej więcej tyle, że jeśli zapragniemy dokupić nagle walizkę, miejscówkę czy posiłek do naszego biletu, to nie musimy dzwonić do pośrednika, czekać na zmianę, płacić za wszystko w dziwnej walucie itp. Klikamy na interesujące nas opcje, wybieramy formę płatności i płacimy jak w niemal każdym sklepie internetowym. Równocześnie strona WOW air, szczególnie w języku polskim, łapie bardzo często pady – od problemów z bazą danych po wysypane serwery DNS. Co gorsza, reakcja na awarię trwa czasami kilka lub kilkanaście godzin i znając życie problemy ze stroną dosięgną nas w najgorszym możliwym momencie. Dlatego zalecam robić zmiany i check-in online tak wcześnie jak to tylko możliwe, żeby nie zostać potem na lodzie.

A330 linii WOW air ma tylko klasę ekonomiczną z 342 siedzeniami (w tym 23 typu XL) w układzie 2-4-2. Obawy o ilość miejsca rozwiał pierwszy rzut oka na wnętrze samolotu; 31/17 to standardowy rozstaw u zdecydowanej większości przewoźników – od Lufthansy po American Airlines. Dodatkowo WOW air lata niemal wyłącznie na główne lotniska w danym mieście, dlatego odpadają nam problemy komunikacyjne czy lokalizacyjne. Czym wiec rożni się lot A330 WOW air od lotu A330 innych linii lotniczych?

  •  W fotelu przed nami nie znajdziemy systemu rozrywki. System jak i licencje sporo kosztują, dlatego całkowicie z nich zrezygnowano. W zamian miedzy fotelami zabudowano gniazdko AC, z którego możemy zasilić naszego laptopa czy tablet (do czego WOW air zachęca na swojej stronie). Dla kogoś takiego jak ja, czyli osobnika który nadrabia zaległości filmowe właśnie w samolotach, brak sytemu rozrywki może być minusem, ale bądźmy szczerzy – nie jest to rzecz niezbędna do życia. W suficie zamontowano jednak niewielkie monitory z podglądem naszej trasy.
  • Dla spragnionych rozrywki przygotowano możliwość wypożyczenia iPada z całą gamą filmów, o ile pamiętam był to Netflix w wersji offline.
  • Brak „darmowego” jedzenia i napoi. Za jedzeniem w samolocie tęsknic nie będę, bo to co jest serwowane w klasie ekonomicznej bardzo często nadaje się jedynie do wyrzucenia do śmieci. Brak napoi przy 9 godzinach lotu to nieco większy problem, ale ceny jedzenia i picia z pokładowego menu nie zrujnują naszego portfela.
  • Brak zestawu koc, słuchawki i mini kosmetyczka. Rzeczy dla mnie całkowicie zbędne, spokojnie można z nich zrezygnować.
Zobacz także:  Embraer 175 ze stajni LOT w retro malowaniu



Lecąc przez Atlantyk low costem, nie czułem się inaczej niż przy locie z British Airways, Etihad Airways czy All Nippon. Pierwsza i największa różnica to ~350€ mniej wydane na bilety. Drugą był fakt, że w samolocie było zajebiście, ale to zajebiście zimno. Widok absolutnie wszystkich pasażerów siedzących w kurtkach, zakładających bluzy i inne ubrania z bagaży podręcznych nie jest normalny. W drodze powrotnej było trochę lepiej, ale nadal zbyt zimno. Dziwna sprawa, bo taki problem przy lotach europejskich nie wystąpił. Poza tym w stosunku do normalnych linii lotniczych większych różnic nie zauważyłem. No może poza humorystycznym podejściem do wzywania załogi.

Czy poleciałbym do USA z WOW air jeszcze raz? Oczywiście. Istotnych (z mojego punktu widzenia) minusów nie ma, a różnica w cenie biletów mówi sama za siebie. Jeśli masz okazję kupić bilet na przelot low costem przez Atlantyk za śmieszne pieniądze, to nie wahaj się ani chwili. W przypadku WOW air low cost oznacza zdecydowanie cenę biletu, a nie inne warunki lotu.

Udostępnij!

O autorze

Nazywam się Kuba i od 2013 roku prowadzę dla Was blog "Kuba w Podróży". Od czasu mojej pierwszej większej wyprawy minęło sporo czasu, a popularność bloga przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z zawodu programista, w wolnych chwilach spisuję swoje poradniki, relacje z wypraw i ogólne doświadczenia ze światem. Do zobaczenia na szlaku!